W morzu fioletu czyli wrzesniowe Glen Esk

Wrzesien w Szkocji to moj ulubiony czas. Czas wrzosow i stu odcieni fioletu! Nie wiem czy jest jeszcze inna kraina, w ktorej wrzosy i wrzosce kwitna tak masowo, z takim rozmachem i na takich rozleglych obszarach jak w Szkocji. W tym roku wrzosowe szalenstwo rozpoczelo sie odrobine wczesniej, bo juz pod koniec sierpnia. A my w ostatnia wyjatkowo ciepla i sloneczna sierpniowa niedziele wedrowalismy bardzo fioletowa dolina Glen Esk :)

Jesli chcecie na wlasne oczy zobaczyc ile odcieni maja szkockie wrzosy i jak wielkie moga byc wrzosowe kobierce to najlepszym do tego miejscem jest wlasnie Glen Esk - najdluzsza i najbardziej na wschod wysunieta dolina w naszej okolicy, w rejonie Angus. Mamy do tego miejsca wyjatkowy sentyment i chyba smialo moge powiedziec, ze Glen Esk jest na naszej liscie najbardziej ulubionych destynacji spacerowych! Dlaczego tak kochamy Glen Esk? Po pierwsze - z powodu wrzosow, pokrywajacych otaczajace doline wzgorza aksamitnym patchworkiem. Kolor fioletowy pieknie sie komponuje z wciaz soczysta wrzesniowa zielenia :) Powod drugi to przesympatyczna kawiarnia polaczona z muzeum - Glen Esk Retreat, do ktorej tradycyjnie wpadamy przy kazdej wizycie w okolicy. A to na burgera z dziczyzny a to na szkocki przysmak Haggis albo po prostu na organizowane tutaj rozne warsztaty i imprezy dla dzieci. Rysiek i Zuzia do dzisiaj wspominaja warsztaty kukielkowe i wizyte w objazdowym teatrzyku w przyczepie kempingowej. Jak juz sie naladuje baterie i napelni brzuchy to warto zajrzec do Muzem Lokalnej Historii. Nie spodziewajcie sie jednak fajerwerkow - to zdecydowanie nie British Museum a raczej malutki skansen, z bogata i urokliwa kolekcja najrozniejszych przedmiotow zycia codziennego z kilku ostatnich stuleci. Dodatkowy bonus to darmowy wstep ;) 
Popatrzcie na nasze zdjecia, ktorych podczas ostatniego spaceru zrobilismy kilkaset (trudno jest sie powstrzymac przed zrobieniem kolejnego ujecia i jeszcze kolejnego...), i powiedzcie: czy da sie tej krainy nie kochac? Strasznie lubimy tutejsze dlugie, piekne trasy, ktorymi mozna wedrowac niemalze bez konca, mozna fikac i galopowac bez ograniczen bo wiekszosc sciezek jest bezpieczna i plaska. Dla amatorow powazniejszej wspinaczki tez cos sie znajdzie w okolicy. Z Glen Esk wyruszyc mozna na Mount Keen - najbardziej na wschod polozony Munro. (W Szkocji wszystkie szczyty powyzej 900 metrow/3000stop nad poziomem morze nazywane sa Munro, dla upamietnienia Sir Hugh Munro, ktory jako pierwszy sporzadzil liste szkockich wzgorz wyzszych niz 3000 stop).










Okazuje sie, ze nie tylko my mamy sentyment do Glen Esk - rowniez koronowane glowy Wielkiej Brytanii upodobaly sobie ta urokliwa doline. Dokladnie 154 lat temu, we wrzesniu 1861 roku Krolowa Wiktoria w towarzystwie Ksiecia Alberta, pokonali konno 24 kilometry wzdluz doliny, od Balmoral az do kranca Glen Esk. Tam, wykonczeni dluga jazda odswiezyli sie w naturalnym zrodelku, ktore wesolo szemrze sobie az po dzien dzisiejszy. Na pamiatke tej waznej wizyty nad zrodlem wybudowano kamienny monument w ksztalcie krolewskiej korony, ktory nazwano Queen's Well czyli Studnia Krolowej.
I my poszlismy sladami Krolowej Wiktorii. Tak sobie mysle, ze sciezka, ktora wedrowalismy wsrod porosnietych wrzosami wzgorz, niewiele sie zmienila od roku 1861. Zapewne Krolowa patrzyla na bardzo podobne widoki, jak my: fioletowe dywany, aksamitne zielone pagorki i pasace sie owce :) Owce, w powodu ktorych nie napilismy sie z krolewskiego zrodelka...domyslcie sie dlaczego :)))


Brak komentarzy

Publikowanie komentarza